wtorek, 17 września 2013

karmelowa jesień

jesień.  nie wiem obecnie jaki mam do niej stosunek, chociaż oscyluje gdzieś w okolicach ambiwalentnego. od rana próbuję, na razie ze skutkiem pozytywnym COŚ ROBIĆ. Metodą małych kroczków śniadanie, pranie, koty, zarza postaram się odpowiedzieć na pytania Oli (chylę czoła za cierpliwość). Od wczoraj zaczynają mi się wreszcie krystalizować pytania do wywiadów do książki rako-TWÓRCZEJ. Od dawna zbieram się, żeby opisać cały projekt jak najbardziej konkretnie i szukać koordynatorów jego poszczególnych części. Dlaczego mi to tak powoli idzie? Czy dlatego, że to taki ogrom materiału? Znów czuję zmęczenie, niedoleczenie, Seb w Krakowie... a ja mam ochotę na zupę pomidorową i tartę ze szpinakiem... ciekawe czy ten szczyt też zdobędę...Na szczęście jest karmelowe latte. Dziś słodzone, znaczy, że akumulatory do naładowania.

poniedziałek, 16 września 2013

radioactive

jesień? zmęczenie? nie wiem o co chodzi. mam mega doła. nic mi się nie chce. nie udaje mi się na niczym dłużej skoncentrować. chyba znów oduczyłam się odpoczywać. a może to kolejny atak frustracji? choreoterapia w Lublinie nie rusza. Zbyt mało chętnych. Zastanawiam się nad arteterapią w Warszawie albo rehabilitacją tancerzy i chjoreoterapią w Łodzi. Ale tu okazuje się, że finansowa strona studiowania jest delikatnie mówiąc, /niezachęcająca. Może jakieś zniżki dla inwalidów, ale to dopiero jutro będę mogła sprawdzić. Może to i dobrze. Chwila czasu do wsłuchania się w siebie i mam nadzieję podjęcia dobrej decyzji. Chcę, żeby ten rok był po coś, żeby był konstruktywny. rozwojowy. Potrzebuję rozwoju. Organicznie.

sobota, 14 września 2013

niby nic

niby nic. niby wszystko dobrze. cudowny dzień z Mamą. etap 2 z 3 wyboru studiów. prasowanie. kryminalne seriale- moja miłość;) a gdzieś w tym wszystkim czai się jakaś frustracja, jakiś chaos, takie "wywrócenie-na-lewą-stronę". dziwne. nie lubę.

Czuję zmęczenie.

upiekłam pierwszy od miliona lat świetlnych biszkopt z czarną porzeczką. nieco zbyt suchy, ale Odiemu musi wyjątkowo smakować, bo już dwa razy starał się mimochodem go podrżreć;)

Za Sebem tęsknię. Ale doszliśmy do wniusku, że dobrze, że nie pojechałam z nimi do pięknego miasta na W. bo na pewno wrócilibyśmy z kolejnym zwierzakiem, a to nawet na moje standardy, nieco zbyt extrawagancki pomysł;)

Zaczyna kiełkować kolejny rozdział bajki o Mo. Jak zwykle jestem bardzo ciekawa co się wydarzy.

i mam nieodpartą chęć na Alicję w Krainie czarów i po drugiej stronie lustra:)

dziwny dzień. ale nic dziwnego, skoro pytając Mo o to, co jej się śni, słyszy się: zielone, smażone, muchomory;)

źródło: internet

piątek, 13 września 2013

imperatyw tańca

czuję deficyt tańca. ruchu. przenikania. formułowania myśli poprzez ciało. zamykania dżwięku ruchu.poczucia mięśni, odczucia ciała. fizycznej zmysłowości. fizycznej muzyki. tego wszystkiego zaczyna mi brakować. Warsztaty PTwM otworzyły mnie na nowo w sferze ekspresji ruchowej, w sferze tańca. Uświadomiły mi kolejny raz to, co zawdzięczam również warsztatom w Instytucie Grotowskiego, a co tak łatwo potrafili wykorzenić i wypaczyć niektórzy wykładowcy SWA, a mianowicie cudowną organiczność i naturalność ruchu. Jrgo prostotę w sensie powstawania, jeśli pochodzi z ciała, ze świadomości, z emocji. A równocześnie jego złożoność i wielopłaszczyznowość, dzięki której staje się, nawet w najprostszym, choćby dziecięcym wydaniu, dziełem sztuki. Chcę tańczyć. Chcę szukać, chcę mieć z tego radość. Na warsztatach PTwM pierwszy raz od czasu szkoły poczułam, że MAM warsztat, że nawet jeśli ma on liczne braki po pięciu latach sporadycznego korzystania z niego, to JEST. Bo na nowo znalazłam radość tańczenia. Plastyki ruchu. To przepiękne odczucie.

Dzień sprzątania i prasowani plus wizyta u lekarza jako wyraz buntu w stosunku do choróbska. Nieco przeszarżowałam i jest mi niedobrze ze zmęczenia, ale mam poczucie, że działam, że konsekwentnie realizuje plan aktywny:):):) Seb pojechał na targi akwarystyczne do Wrocławia. Tęsknię....To dobrze, bo w takich momentach jeszcze bardziej czuję jak jest mi bliski i potrzebny:*


środa, 11 września 2013

byle pamiętać o oddechu....




nie ma mnie. w głowie mam chaos. znów zaczynam funkcjonować wg starych wzorców. Dużo & Szybko. To dobrze. To z wyboru. Tak to rozumiem. Ale w gruncie rzeczy wiem, że to nieprawda, że chcę tak bardzo dużo, ale nie daję rady. Nie sprostam takiemu tempu.

Ale zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. Wrzesień. Dzieci idą do szkoły. SWA zaczyna zajęcia. Teatry zaczynają sezon. Wszyscy coś zaczynają, nawet jeśli to poszukiwanie nowego miejsca, teatru, miłości. A ja? Znów żyję w zawieszeniu. Miłość mam, najwspanialszą, bo bez Seba już dawno nie ogarnęłabym siebie, sytuacji, wszystkiego. Jest moją skałą, opoką, fundamentem. Ale jeśli chodzi o resztę znów jestem w zawieszeniu. Juro mam trzeci w ciągu trzech tygodni TK lub MR. Znów szopka z żyłami, które nie współpracują nawet przy przepłukiwaniu solą fizjologiczną. Pełna jazda bez trzymanki. Na razie wiem, że nie mam raka wątroby o radości:):):) teraz płuca, druga pierś i kilka znaków zapytania. Jak zabawa to zabawa:) I wszystko fajnie, tylko znów żyję z tygodnia na tydzień, bo przecież nie zaplanuję nic dopóki się nie dowiem co i jak. Chociaż nie. Wiem, że do końca tygodnia muszę wysłać zaległego maila z dokumentami, dokumenty na choreoterapię i ew. na jakąś uczelnię w Kielcach, do ok 20go chcę już być w Krakowie, potem początek października Częstochowa. Mam nadzieję, że uda nam się z Anną Marią pierwszą sesję do Projektu zrobić, ruszyć pomału z książką i w drugiej połowie października do połowy listopada ku mojej największej radości zacząć pracę nad monodramem z Asią:):):):):):):):) Nie wspominając o stronie ostatecznym zebraniu dwu - trzy osobowego teamu nadzorującego Projekt od strony organizacyjnej i zrobieniu do końca strony. Duuuuużo tego. A gdzie miejsce na kontynuację warsztatów PTwM?

I dlaczego przy tym wszystkim JESTEM OD PONAD TYGODNIA CHOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOORAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA?????????????????????? OKROPNIE, ZAKICHANIE, ZAKASZLANIE, FUJ I BLEEE?????? Tu też gdyby nie Seb nie ogarnęłabym się nawet w kwestii chorowania.... W dodatku zamulam komunikacyjnie, ie odpisuję na maile i smsy. Telefon mi w tym pomaga, bo nie odbiera i nie wysyła części wiadomości, czego absolutnie nie rozumiem. eh...

ODDECH. TYLKO ODDECH. muszę pamiętać o oddechu i wszystko będzie dobrze.


żródło: internet

niedziela, 1 września 2013

uciekanie

Pierwszy raz biegałam. Zbierałam się do tego od miesięcy. Dziś zaczęłam. Teraz jeszcze uciekam przed myślami. Staram się zgubić pustkę i dezintegrację, która mnie coraz bardziej wypełnia. Pustka. Fuj. Myślałam, że uda mi się już funkcjonować bez tych wspomagaczy i stabilizatorów. Ale wszystko, co się dzieje, nie nie wszystko, to dotyczy jednej, dwóch płaszczyzn mojego życia. Ważnych. Jutro muszę to zacząć składać do kupy. I kontynuować bieganie. Ale mam nadzieję, że jako kolejny odcinek do celu, a nie jako ucieczkę. Bo nie chcę uciekać. Wyrosłam z tego, a przynajmniej staram się codziennie wyrastać. Przecież jestem już dużą dziewczynką - jak to mówi kobieta w Bogu, który jest kobietą o jednej piersi.

Dziwny dzień




Jaki to dziś dziwny dzień. W nocy, drugi lub trzeci raz w życiu, obudził mnie śmiech przez sen...;) Taka totalna fizyczna głupawka na styku snu i rzeczywistości;) A dziś z jednej strony mam poczucie, że wszystko jest  dobrze, a z drugiej tzw. zjazd psychiczny. Moja emocjonalna niestabilność doprowadza mnie czasem do całkowitej dezorientacji. Zaczęłam kolejną bajkę o Mo. Ciekawość. I znów to samo. Tyle rzeczy chcę zrobić, z drugiej strony jestem zmęczona. Chcę czytać, oglądać kryminalne seriale, pisać, kończyć notatki z Summer School, zaplanować choćby wrzesień. Moja kolorowa kotka patrzy na mnie w bardzo enigmatyczny sposób. Młodsza kocia latorośl okupuje moje stopy, a trzecia zmonopolizowała parapet. Spokój. Chyba muszę wziąć z nich przykład.