![]() |
| źródło: internet |
środa, 22 maja 2013
Namaste ONkologio;)
Dzień mega pracowity. I tak, jak to wg fenomenu braku czasu u bezrobotnych aktorek, połowy rzeczy jeszcze nie zrobiłam, ale przecież dopiero 23:07;) A może po prostu znaczy to, że wbrew temu co mi się wydaje żyję bardzo aktywnie, prawie "pełnią" i robiąc rzeczy ważne dla mnie chociażby? Plan na dziś jeszce: świetna scena w etiudzie, którą chcę przygotować i proszę o trzymanie kciuków, bo dawno nie zetknęłam się z tak dobrze napisanym i skonstruowanym tekstem. Jutro i piątek to finalizacja zaproszeń na ślub Eweliny i Michała i przegryzanie się przez mojego "Boga o jednej piersi";). Jeszcze próby z Mężem moim ukochanym koniecznie przynajmniej trzy, bo czas nam ucieka, a w niedzielę Warszawa i Krzyś z czekającym nas wirem cudnej pracy:*:*:*:*:* thank U my Master:*:*:*:*:*:*:*:* Zanim jednak kroczek po kroczku zbliżę się do tych działań, jutro mój kolejny dzień ON;) Najczęściej ten skrót to cudowny Owczarek Niemiecki;) tutaj: prawie-cudowna ONkologia, czyli prawie jak u siebie;) sztab troskliwych lekarzy, serie badań i rozkminek;) cóż za urocze perspektywy:):):) i oczywiście dzień wampira:):):) ciekawe, czy moje żyły pozwolą coś z siebie wycisnąć:):):) Ale za to to kolejny dzień w kierunku WYZDROWIENIA I NOWEGO, DOBREGO, PEŁNEGO ŻYCIA:):):):):):):):) Namaste onkologio:):):):):):):)
Komercyjna wolność wyboru czyli czemu nie zarobić na Amazonce?
Jestem amazonką. Czy sobie tego zażyczyłam? Nie. Czy oczekuję specjalnego traktowania? Nie. Ale byłabym wdzięczna za traktowanie mnie jako NORMALNEGO KLIENTA, a nie cudownego źródła dochodu związanego z dochodowym targetem dla producentów przedmiotów użytku codziennego. Na przykład bielizna i kostiumy kąpielowe. Banalna część garderoby można by rzec. Powszechna, niezbędna, konieczna. Osobiście nie widzę możliwości rezygnacji z tych dóbr doczesnych z tak błahego powodu jak rak i mastektomia. Więc jako (prawie) typowa kobieta i (typowa) amazonka chciałabym dokonać zakupu kostiumu kąpielowego, żeby szanując estetyczne prawa świata zrzucić piętnaści kilo i zacząć wyglądać tak jak przed chemioterapią. Basen i pływanie jest idealne. Wydawałoby się - NIC PROSTSZEGO. Idoąc tym torem rozumowania odwiedzam strony oferujące bieliznę dla Amazonek. Oglądam. Porównuję. I ciśnienie skacze mi mocno powyżej normy. Bo okazuje się, że ceny tych cudeniek, które nota bene są najwyżej "średnie", oscylują pomiędzy 170 a 580 zł. Czyli duuuuuuuuuużo drożej niż NORMALNE kostiumy dla NORMALNYCH kobiet. Dlaczego, do cholery, będąc jak wiele kobiet w mojej sytuacji bez dochodów, a chcąc funkcjonować chociaż częściowo normalnie i godnie, jestem ZMUSZONA do kupna czegoś co jest DUŻO DROŻSZE niż normalny asortyment tej kategorii a w dodatku zdecydowanie BRZYDSZYCH????? Czy ja sobie excentrycznie zażyczyłam "ach, będę Amazonką, chcę mieć raka"?, czy to niewłaściwe, że chcę wrócić do normalnej formy fizycznej pływając, bo wiele innych form jest już dla mnie niedostępnych ze względu na usunięcie węzłów chłonnych?????? Więc dlaczego czuję się jak snobistyczny klient chcący kupić sobie jedno z najdroższych aut świata
http://autokult.pl/2008/03/15/top-10-najdrozszych-aut-swiata
tak po prostu, żeby zaszaleć????? Jestem wk******a, tak na maxa, że traktuje się nas jako złotą kurę zarobkową. Chrzanię to. Nie prosiłam się o to. Owszem, mogę pływać jak dotąd w termoaktywnej bluzce z długim rękawem, bo spod niej nie widać bielizny z protezą, ale chciałabym, żeby to był mój wybór. A ponieważ nie jest to szczyt komfortu, chciałabym "zaszaleć" i kupić najzwyklejszy, ładny kostium kąpielowy. Szkoda, że firmy produkujące je nie pozwalają na dokonanie takiego WOLNEGO WYBORU.
Jestem amazonką. Czy sobie tego zażyczyłam? Nie. Czy oczekuję specjalnego traktowania? Nie. Ale byłabym wdzięczna za traktowanie mnie jako NORMALNEGO KLIENTA, a nie cudownego źródła dochodu związanego z dochodowym targetem dla producentów przedmiotów użytku codziennego. Na przykład bielizna i kostiumy kąpielowe. Banalna część garderoby można by rzec. Powszechna, niezbędna, konieczna. Osobiście nie widzę możliwości rezygnacji z tych dóbr doczesnych z tak błahego powodu jak rak i mastektomia. Więc jako (prawie) typowa kobieta i (typowa) amazonka chciałabym dokonać zakupu kostiumu kąpielowego, żeby szanując estetyczne prawa świata zrzucić piętnaści kilo i zacząć wyglądać tak jak przed chemioterapią. Basen i pływanie jest idealne. Wydawałoby się - NIC PROSTSZEGO. Idoąc tym torem rozumowania odwiedzam strony oferujące bieliznę dla Amazonek. Oglądam. Porównuję. I ciśnienie skacze mi mocno powyżej normy. Bo okazuje się, że ceny tych cudeniek, które nota bene są najwyżej "średnie", oscylują pomiędzy 170 a 580 zł. Czyli duuuuuuuuuużo drożej niż NORMALNE kostiumy dla NORMALNYCH kobiet. Dlaczego, do cholery, będąc jak wiele kobiet w mojej sytuacji bez dochodów, a chcąc funkcjonować chociaż częściowo normalnie i godnie, jestem ZMUSZONA do kupna czegoś co jest DUŻO DROŻSZE niż normalny asortyment tej kategorii a w dodatku zdecydowanie BRZYDSZYCH????? Czy ja sobie excentrycznie zażyczyłam "ach, będę Amazonką, chcę mieć raka"?, czy to niewłaściwe, że chcę wrócić do normalnej formy fizycznej pływając, bo wiele innych form jest już dla mnie niedostępnych ze względu na usunięcie węzłów chłonnych?????? Więc dlaczego czuję się jak snobistyczny klient chcący kupić sobie jedno z najdroższych aut świata
http://autokult.pl/2008/03/15/top-10-najdrozszych-aut-swiata
tak po prostu, żeby zaszaleć????? Jestem wk******a, tak na maxa, że traktuje się nas jako złotą kurę zarobkową. Chrzanię to. Nie prosiłam się o to. Owszem, mogę pływać jak dotąd w termoaktywnej bluzce z długim rękawem, bo spod niej nie widać bielizny z protezą, ale chciałabym, żeby to był mój wybór. A ponieważ nie jest to szczyt komfortu, chciałabym "zaszaleć" i kupić najzwyklejszy, ładny kostium kąpielowy. Szkoda, że firmy produkujące je nie pozwalają na dokonanie takiego WOLNEGO WYBORU.
wtorek, 21 maja 2013
Fenomen czasu u bezrobotnych aktorek
Nieustannie nie mogę wyjść z podziwu dla ciągłego deficytu czasu. Przecież nie pracuję, a ciągle brak mi czasu na wszystkie zaplanowane przeze mnie rzeczy. Dziś dwa sukcesy, oprócz oczywiście typowych obrazków z życia idealnej kury domowej, primo: Babcia odwiedzona w szpitalu i ku naszej radości dochodzi do siebie. Secundo. Sfinalizowany pierwszy z dwóch lub trzech projektów zaproszeń filcowych na ślub Kuzyna, które chciałam zrobić już kilka dni temu.... No cóż, grunt, że jest. Poza tym wrócił mój ukochany Mąż:*:*:::*:*:*:* wiosna:*:*:*:*:*:*:*:*
Nieustannie nie mogę wyjść z podziwu dla ciągłego deficytu czasu. Przecież nie pracuję, a ciągle brak mi czasu na wszystkie zaplanowane przeze mnie rzeczy. Dziś dwa sukcesy, oprócz oczywiście typowych obrazków z życia idealnej kury domowej, primo: Babcia odwiedzona w szpitalu i ku naszej radości dochodzi do siebie. Secundo. Sfinalizowany pierwszy z dwóch lub trzech projektów zaproszeń filcowych na ślub Kuzyna, które chciałam zrobić już kilka dni temu.... No cóż, grunt, że jest. Poza tym wrócił mój ukochany Mąż:*:*:::*:*:*:* wiosna:*:*:*:*:*:*:*:*
poniedziałek, 20 maja 2013
Burza
burza, burze / deszcz , deszcze
piękny dzień, papiery o zasiłek pielęgnacyjny złożone, Babci odwiedzona w szpitalu, kawa wypita, refleksja zrobiona... no właśnie... po pierwsze podpisałam dziś formułkę " na utrzymaniu męża (...)". Boże w życiu nie przypuszczałabym, że będę na czyimś utrzymaniu, choćby najukochańszego Człowieka. Chodzi po prostu o świadomość. O poczucie, że obecnie jestem tak totalnie zależna i nie posiadająca właściwie " swoich torów po których jedzie mój pociąg". Gorzkie. Poza tym doszłam pierwszy raz w życiu do wniosku, że twierdzenie dotyczące tego, że NICZEGO W ŻYCIU NIE ŻAŁUJĘ jest NIEPRAWDZIWE. poraziło mnie to. Bo przecież zawsze twierdziłam, że nawet porażki czy złe decyzje są dla mnie ważne. Właściwie tak. Ale spotkałam na spacerze z Psą Subaru Forestera, dokładnie takiego jak nasz ukochany, rok temu rozbity przeze mnie. Uświadomiam sobie, że mam obsesję na punkcie Subaru. Że za każdym razem kiedy je widzę czuję autentyczną tęsknotę, że je uwielbiam, że marzę o nim codziennie... Nie brzmi to dobrze, ale tak jest... I właśnie dzięki tej refleksji uświadomiłam sobie, że żałuję. Żałuję ponad wszystko, że 8 sierpnia 2012 mimo wszystkich znaków, które mówiły NIE JEDŹ siadłam za kierownicę i cudem tylko nie zabiłam mojego Męża, siebie, współużytkowników drogi Żałuję, bo mogłabym wszystko zniszczyć. Żałuję, bo zniszczyłam nasz ukochany samochód. Coś co dawało mi tak cudowne poczucie wolności i absolutną radość. Żałuję codziennie. Niektórzy powiedzą pewnie "idiotka, żyje, mąż żyje, udało się, mogło być gorzej, to tylko samochód". Wiem, wszystko to prawda. Tylko czemu codziennie tak za nim tęsknię???? Bo był moją wolnością, której tak nie mam?
Druga rzecz, której nie mogę nie żałować to to, że było tyle momentów, w których zawiodłam moich Przyjaciół... i tego się wstydzę. I bardzo chcę, żeby takich burz było w moim życiu jak najmniej. Bo refleksje są bezcenne. Szczególnie być może te gorzkie. Tylko tę gorycz tak ciężko znieść...
NIENAWIDZĘ MIEĆ DOŁA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Druga rzecz, której nie mogę nie żałować to to, że było tyle momentów, w których zawiodłam moich Przyjaciół... i tego się wstydzę. I bardzo chcę, żeby takich burz było w moim życiu jak najmniej. Bo refleksje są bezcenne. Szczególnie być może te gorzkie. Tylko tę gorycz tak ciężko znieść...
NIENAWIDZĘ MIEĆ DOŁA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
![]() |
| źródło: internet znalazłam muzyczne remedium na niedociągnięcia świata i umysłu TOOL / LATERALUS / GENIALNE http://www.youtube.com/watch?v=Kt6jb00PIt8 |
uzupełniam
w autobusie dotarło do mnie, że w monodramie , w moim work in progress brakuje jeszcze przynajmniej jednego punktu widzenia. zapisuję go tutaj, bo chcę do tego wracać, żeby to "in progress" w końcu stało się idealne.
w autobusie dotarło do mnie, że w monodramie , w moim work in progress brakuje jeszcze przynajmniej jednego punktu widzenia. zapisuję go tutaj, bo chcę do tego wracać, żeby to "in progress" w końcu stało się idealne.
codziennie
kiedy widzę jak się budzi, kiedy się na mnie złości, kiedy mnie
całuje z tą dziecięcą żarliwością, kiedy mówi do mnie kocham
cię, wiesz, kiedy jemy razem pomidory i ogórki z sałatą, tak jak
przez lata jedliśmy je razem, kiedy widzę jej czerwone od płaczu
oczy każdego wieczora przed kolejnym cyklem mojej chemii, za każdym
razem czuję do ciebie palącą nienawiść. Wypala mnie od środka,
żebym nie musiała czuć tego potwornego strachu, że kiedyś powie
mamo i usłyszy ciszę, bo mnie już nie będzie, a ona jeszcze nie
będzie na to gotowa. I wtedy nienawidzę cię za twój strach, za
twoje tchórzostwo, za niedojrzałość, za egoizm. Za to, że nie
zrozumiałeś, że rakiem nie da zastąpić się miłości, że
chemia, nie ważne w jakiej ilości nie wypełni miejsca po wyrwanym
sercu i nie da się nią zapełnić pustki w oczach tej małej
dziewczynki, która tylko raz zapytała dlaczego tata sobie poszedł
i czy to przez to, że ona się bała, że mamusia umrze i on się
przestraszył i uciekł... i w takich chwilach zastanawiam się jakim
prawem udało ci się wypowiedzieć to, że cię to przerasta, w jaki
sposób mogłeś zaczerpnąć tchu, żeby powiedzieć, że nie dasz
rady, że dajmy sobie czas, że tak będzie lepiej dla niej. Do tej
pory nie rozumiem jak to się stało, że powiedziałeś to i nie
zniknąłeś, bo to nie może być prawda, że są tacy ludzie jak
ty, że pozwalają się kochać, że pozwalają wierzyć, że są i
nagle ich nie ma... czasem marzę, żebyś codziennie rano budził
się z krzykiem tak głośnym jak ten jej przez sen, żebyś czuł,
że twoje ramiona są tak słabe jak ja to odczuwam, kiedy wiem, że
muszę być silna dla siebie, dla niej i przeciw chorobie, żebyś
kiedyś zamienił się w pył kiedy zrozumiesz... ale wtedy czuję,
że tak bardzo cię kocham nawet tym wyrwanym przez ciebie sercem
bijącym kiedyś pod wyciętą teraz już piersią... i tylko ciągle
nie mogę zrozumieć dlaczego to ciągle tak boli....
niedziela, 19 maja 2013
VIVE GÓRĄ i zielone świątki ;)
Nieoceniona w swojej cudowności Ewa D. (wdzięczność i miłość moja dozgonna) będąc u nas w trakcie majówki powiedziała coś, co w swojej prostocie okazało się dla mnie słowami, które zmieniają podwaliny świata. W tym wypadku mojego. Od wielu lat, mimo że kwestia wiary i Boga w moim życiu zawsze była bardzo istotna, w kwestii Kościoła i klerykalnej strony instytucji kościelnej miałam baaaaaaardzo dłuuuugie zęby jak to można hiper kolokwialnie ująć;) "obrażałam się" na sprawę "praktykowania" bo ten czy inny ksiądz lub to czy inne kościelne obostrzenie "naruszało" moją wolność, niezawisłość i logikę mojej wiary. Ewa w prostych, najprostszych słowach całą tą moją anarchię rozłożyła na łopatki. W najpiękniejszym stylu. Nie oznacza to oczywiście, że extremiści katoliccy w typie ojca R. i inne kuriozalne wypaczenia idei chrześcijańskiej przestały mi przeszkadzać, ale wydaje mi się, że w tej kolejnej z ważnych kwestii wreszcie dorosłam. W związku z tym dziś, w zielone świątki, kolejny raz dotarłam do kościoła. Piszę o tym, bo po pierwsze tak sobie rozważając różne fundamenty życiowe, a obecna sytuacja sprzyja temu szalenie (sic!);) dochodzę do wniosku, że to samo w sobie ważne wydarzenie, a po drugie wiąże się z kolejną refleksją, która od miesięcy stanowi fundament resztek mojego zdrowia psychicznego. A mianowicie zaufanie. Wiara i zaufanie. W pewnym momencie choroby, kiedy było ze mną już naprawdę źle, bo załamałam się, bo wszystko szło pierwszy raz w życiu inaczej niż sobie zaplanowałam, bo nie wiadomo było kiedy będę mogła wrócić do Teatru, nie wiadomo było w ogóle co i jak, nie wiadomo było czy przeżyję, w całym tym chaosie zrozumiałam coś ważnego. Uwierzyłam, że to jest po prostu część Planu, którego Sensu nie widzę, ale który to Sens i Cel z pewnością istnieją. Uwierzyłam, że to wszystko jest PO COŚ. Czasem się oczywiści zastanawiałam, czy to nie łapanie się desperackie wymyślonej ideologii, fikcji pomagającej rano wstać. W trakcie choroby wielokrotnie byłam na samym dnie. Depresje i bycie na granicy poddania się powodowały fizyczny po prostu ból. Było wiele dni, w których smutek, frustracja i strach, a właściwie już tylko smutek tak głęboki, że zaczynałam mieć objawy psychosomatyczne, powodowały, że brakowało bardzo niewiele, żeby nie dać rady i poddać się. Tak normalnie, po ludzku. W tym wszystkim uświadomiłam sobie, że musi byś właśnie Sens. Poczułam, że każda z tych minut, które mało brakowało a kosztowałyby mnie życie, stanowi absolutną część nauki, lekcji, którą muszę odrobić, żeby po wszystkim naprawdę zwyciężyć i wyjść z tego doświadczenia choroby gotowa do robienia rzeczy, które będą stanowić prawdziwe Spełnienie. Zarówno w Teatrze jak i w życiu. Do tej pory czasem pojawia się zwątpienie. Ale dziś słuchając słów płynących z chrześcijańskiej nauki o Duchu Świętym poczułam ogromną wdzięczność. W to, że mogę mieć to zaufanie, wiarę i nadzieję. Bo nie ważne co będzie POTEM, chociaż oczywiście chcę wierzyć, że to POTEM będzie nagrodą za zrozumienie tego doświadczenia, ale ważne jest to, że ta wiara daje mi siłę. Daje mi siłę, pomaga porządkować myśli, dorastać. Dziwnie mi się pisze te słowa. Bo to jest świadectwo w kwestii mojej wiary, świadectwo które niejako mnie zawstydza, bo w sumie gdzieś z tyłu głowy kołacze się, że głupio, że jakoś tak nie bardzo wyjeżdżać z taką otwartością. Ale piszę o tym, bo dziś kolejny raz uświadomiłam sobie jak niebywale istotną kwestią jest ta moja wiara w Boga w historii mojego rako-chorowania. I za tę "ważność" jestem wdzięczna:):):)
Kolejna bezcenna część dzisiejszego dnia to mecz Vive Kielce z Orlenem Płock. JAKIII CZAD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Za każdym razem Vie powala na kolana. Co za zawodnicy, co za talent, co za przepiękna gra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Tylko sędziowie do kitu. Dobrze, że to ręczna, a nie piłka nożna, bo okazałoby się, że mam zadatki na kibola najgorszego asortymentu;) ta adrenalina i emocje;) dobrze, że siedziałyśmy z Ciocią daleko od sektora Gości, bo budziła się we mnie bestia i nie był to leniwiec;););) Piłka ręczna w tym wydaniu jest nie do pobicia:):):) aż zaczęłam żałować, że nie pojadę do Płocka na mecz:):) I nie dziwię się czemu mój Mąż po meczu regularnie traci głos;););)
I jeszcze coś, co jest jednym z najwspanialszych PREZENTÓW jakie dostaję od życia. Drugi raz w życiu dostałam najpiękniejszy dowód zaufania w postaci powierzenia mi przez jedną z Najbliższych mi Osób jako jednej z pierwszych poinformowanych RADOSNEJ NOWINY DOTYCZĄCEJ PRZEPIĘKNEJ ZMIANY W ŻYCIU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! CZUJĘ SIĘ OBDAROWANA I PRZESZCZĘŚLIWA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wspieram całą sobą i przesyłam morze miłości czułości i wsparcia. To są te momenty, w których czuje się absolutny ekstrakt szczęścia. Bezcenne:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
I jeszcze coś, co jest jednym z najwspanialszych PREZENTÓW jakie dostaję od życia. Drugi raz w życiu dostałam najpiękniejszy dowód zaufania w postaci powierzenia mi przez jedną z Najbliższych mi Osób jako jednej z pierwszych poinformowanych RADOSNEJ NOWINY DOTYCZĄCEJ PRZEPIĘKNEJ ZMIANY W ŻYCIU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! CZUJĘ SIĘ OBDAROWANA I PRZESZCZĘŚLIWA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wspieram całą sobą i przesyłam morze miłości czułości i wsparcia. To są te momenty, w których czuje się absolutny ekstrakt szczęścia. Bezcenne:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
sobota, 18 maja 2013
Głód / "cenię sobie poczucie wolności"
Znalazłam dziś mój ulubiony wywiad przeprowadzony przez ulubioną Agatę Janik w Elblągu. Ze mną. O teatrze. 2009 r. Dziś, 19 maja 2013 roku mogę się pod nim podpisać rękoma i nogami. Oczywiście, część rzeczy nieco zmodyfikować, pogłębić, ale priorytety są właściwie te same. Uderzyło mnie to, bo głód Teatru jaki wówczas czułam był (jak zresztą od wielu lat wcześniej) ogromny. Mniej lub bardziej zaspokajany w zależności od okoliczności. Czytając teraz ten tekst poczułam jak bardzo jego aktualność zapiera dech i boli. Bo intensywność jest ta sama, świadomość zdecydowanie większa tylko obecnie możliwości brak. Bo zamiast rozwijać się, szukać, zdobywać kolejne poziomy rozwoju, poznaję siebie inaczej, odwrotnie. Poznaję siebie biologicznie. Od strony ubytku. Od amputacji. Czasem czuję, że mastektomia jest nie tylko fizyczna. Czasem odczuwam ją tak potwornie wewnętrznie, kiedy uświadamiam sobie, że wraz z piersią wycięli mi chwilowo możliwość życia Teatrem i w Teatrze. Wiem, za jakiś czas będę miała rekonstrukcję. Będę miała piersi idealne, na wymiar, na miarę. Tyle kobiet o tym marzy, prawda? Tak samo Teatr, przecież też do niego wrócę. Proste.... Tylko tyle, że wcale nie takie proste. Bo czuję, czasem tygodniami jak fizycznie brakuje mi pracy, Teatru.
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133332.html
Jak ja za tym tęsknię...
Znalazłam dziś mój ulubiony wywiad przeprowadzony przez ulubioną Agatę Janik w Elblągu. Ze mną. O teatrze. 2009 r. Dziś, 19 maja 2013 roku mogę się pod nim podpisać rękoma i nogami. Oczywiście, część rzeczy nieco zmodyfikować, pogłębić, ale priorytety są właściwie te same. Uderzyło mnie to, bo głód Teatru jaki wówczas czułam był (jak zresztą od wielu lat wcześniej) ogromny. Mniej lub bardziej zaspokajany w zależności od okoliczności. Czytając teraz ten tekst poczułam jak bardzo jego aktualność zapiera dech i boli. Bo intensywność jest ta sama, świadomość zdecydowanie większa tylko obecnie możliwości brak. Bo zamiast rozwijać się, szukać, zdobywać kolejne poziomy rozwoju, poznaję siebie inaczej, odwrotnie. Poznaję siebie biologicznie. Od strony ubytku. Od amputacji. Czasem czuję, że mastektomia jest nie tylko fizyczna. Czasem odczuwam ją tak potwornie wewnętrznie, kiedy uświadamiam sobie, że wraz z piersią wycięli mi chwilowo możliwość życia Teatrem i w Teatrze. Wiem, za jakiś czas będę miała rekonstrukcję. Będę miała piersi idealne, na wymiar, na miarę. Tyle kobiet o tym marzy, prawda? Tak samo Teatr, przecież też do niego wrócę. Proste.... Tylko tyle, że wcale nie takie proste. Bo czuję, czasem tygodniami jak fizycznie brakuje mi pracy, Teatru.
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133332.html
"Co najbardziej "kręci" Cię w zawodzie aktora?
- To, że podczas pracy nad rolą człowiek odczuwa niesamowitą, specyficzną energię, ociera się w pewien sposób o coś pierwotnego, atawistycznego. Ludzie od wieków szukali odpowiedzi na pytania o rzeczy najważniejsze, o aksjomaty, o siebie. Praca aktora to oscylowanie pomiędzy poszukiwaniem gestu, jaki wykonuje tworzona przez nas postać, kiedy bierze do ręki szklankę z wodą, a pytaniem o istotę miłości i czy Bóg istnieje. Bez względu na to, czy spektakl oglądasz, czy w nim grasz, czasem boli, bo dotyka spraw głęboko ukrytych, zmusza do rozrachunku z samym sobą. Czasem przychodzi ktoś po spektaklu i mówi, że płakał i że dziękuje. To znaczy, że się udało, że ktoś coś dostał, z czymś ode mnie wyjdzie z teatru. Dla takich momentów warto wykonywać ten zawód."
![]() |
| "Lot nad kukułczym gniazdem" reż. Wiaczesław Żiła/ fot Artur Mieczkowski |
![]() |
| "Kolacja dla głupca" reż. Ewa Marcinkówna / fot. Artur Mieczkowski |
![]() |
| "Małe zbrodnie małżeńskie" reż. Dorota Lulka / fot. Artur Mieczkowski |
![]() |
| "Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski (zdjęcie z próby) |
![]() |
| "Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski |
![]() |
| "Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski (zdjęcie z próby) |
![]() |
"Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski
![]() |
| "Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski |
![]() |
| "Aż do bólu" reż. Bartek Wyszomirski / fot. Artur Mieczkowski |
Subskrybuj:
Posty (Atom)












