Gdynia, moja Gdynia... już nie moja, ale w jakiejś części nieustannie we mnie. Spotkałam tak wielu cudownych Ludzi, tak mi bliskich w poniedziałkowy wieczór w Contrast Cafe w przy bulwarze. Tam, gdzie tyle razy siedziałam, tańczyłam, pracowałam, bawiłam się z dzieciakami. Napisałam na FB ogólną informacje, że jestem, bo zmęczenie po podróży i to, że nie wiedzieliśmy jak czasowo będzoie wyglądała nasza praca nad teledyskiem Dominica Johna nie pozwoliły mi na to wcześniej. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za te kilka godzin, tym, którzy nie dotarli za to, że chcieli chociaż mim tak wariackiego i nad-spotanicznego kolejnego aktu socjalnego z mojej strony;););;)uwielbiam tych wspaniałych Ludzi, którzy wytrzymują ten survival spontaniczności. I było pięknie, bo otrzymałam spotkania po dwóch latach, do któych tęskniłam, a te, które były i tak po krótszym czasie, tak samo wytęsknione i wymarzone. Ci wspaniali Ludzie, morze i ja:):):)
Wczoraj od rana jesteśmy na planie. Fajne, kameralne studio, świetna ekipa, fajny materiał:):):) tylko znów na początku ta ogromna frustracja, bo chcąc zrobić wszystko "w punkt", robię wszystko nie tak, jak bym chciała. Mój organizm, moje narzędzie pracy, zardzewiało, zastało się znów. Frustracja, złość i popełniam błąd, który jest najgorszy. Zaczynam energię, która powinna isć w temat i w skupienie, tę energię zamieniam w złość na siebie, na niemoc, na ogranicznie. Wiem, że to nie jest konstruktywne.Wiem, że sama robię sobie krzywdę i osłabiam. No cóż, wdrażanie wtórne. Dziś znów od rana. Mamy lekkie poślizgi czasowe. A moje ciało i umysł niestety potwierdzają, że jest zbyt wcześnie na ruszenie pełną parą w życie zawodowe bez trzymanki. To co robię, moja pasja, mój teatr, film, są mi najbliższe i dają mi tyle radości. Na razie niestety umysł chce, a ciało nie może...czas i cierpliwość...
środa, 31 lipca 2013
niedziela, 28 lipca 2013
SPEŁNIAM MARZENIA:):):)
28.07.2013
Jadę
do Gdyni. Ruszam w podróż. Kolejną. Jak zwykle niezwykłą.
Zablokowano mi bloga;) Ciekawa jestem czego się dopuściłam;) muszę
to jakoś załatwić... W Gdyni bardzo chcę spotkać się ze
wszystkimi, któryś wieczór chcę tak zorganizować. Inaczej nie da
rady, a ja też będę spokojniejsza, bo nie będę musiała ogarniać
logistyki, grafiku, szaleństwa. Chcę zobaczyć zegarki-bransolety
na Świętojańskiej i jeśli to możliwe spełnić swoje marzenie,
chcę wieczoru z piwem nad morzem, chcę jodu, radości i zero
myślenia o problemach. Chcę właśnie w taki sposób wprowadzić tę
dwutorowość życia. Chcę żyć chwilą, radością, morzem,
przestrzenią:)):):) I jutro o 20 przy Contraście zobaczę tylu cudownych, bliskich Ludzi, że to po prostu wielkie WOW:):):)
czwartek, 25 lipca 2013
świecę by PET
ŚWIECĘ:) BŁYSZCZĘ:) JESTEM RADIOAKTYWNA;) dziś przeżyłam mój pierwszy PET. Jestem wypełniona izotopem, mam areszt domowy, bo nie mogę mieć kontaktu z dziećmi, młodzieżą, kobietami w ciąży, zwierzętami szczególnie, a ze wszystkimi innymi również winien być to kontakt ograniczony na maxa. Więc się izoluję w sprawie izotopu. Teraz czekam ok tygodnia i okaże się co dalej i jaki stan obecny. Słabo to zniesłam, że tak powiem, bo mój żołądek stwierdził, że z jakieoś powodu nie będzie współpracował. Dzięki Bogu, że po długim przygotowaniu samo badanie w aparacie to ok kwadrans, bo jeszcze chwila i byłoby kiepsko. Ach te fizjologie... najgorsze to to, że taki za przeproszeniem "zwrot" byłby radioaktywny... W domu spanko i moje nowe odkrycie "Dr Hart";) co prawda powinnam przygotowywać się do zajęć z Qubą, ale chyba mnie to dziś absolutnie przerosło, może jeszcze później. Ale w tym całym szaleństwie dnia dzisiejszego poczułam się autentycznie kochana. Moja Mama, któa z całą siłą macierzyńskiej miłości, kolejny raz dała mi odczuć jak bardzo o mnie dba i jak jest cudowna:) Babcia i jej emergency action PIES:) Babcia na schwał:) i nasza menażeria. Absolutny brak zrozumienia dlaczego nie głaszczę, dlaczego nie można do mnie podejść, dlaczego trzeba być tak daleko. Ta siła miłości jest po prostu jak żywioł. Bezcenna.To cudowne uczucie być obdarowanym taką miłością. Tylko znów nadciągająca migrena, która dziś zaczęła się w szpitalu i nie daje mi żyć właśnie postanowiła wrócić. Więc pięknych snów moi drodzy i duuuuużo miłośći:*:*:*:*:*:*:
![]() |
| źródło: internet |
środa, 24 lipca 2013
raz na wozie raz na kozie...
wczoraj przeżyłam moment DUMY STULECIA:) Mój korepetycyjny Quba nauczył się przepięknie:):):) łączy fakty, patrzy na zagadnienia przekrojowo, wysuwa wzorowe i samodzielne wnioski:):):) jestem DUUUMNA!!!! Tym bardziej, że już myślałam, że będę musiała go zameldować pod Rolandem na karimacie...bo czasu mało, a tematy się piętrzą... No i udało się, pierwszy sukces zaliczony. W związku z tym, żeby ugruntować to zwycięstwo postanowiłam sprezentować mu bonusową lekcję. Za kwadrans godzina 0 otrzymuję wiadomość od mamy Quby, że niestety nie tym razem bo (tu powód tak błachy, że aż nie wypada mi przytaczać, tyleż błachy co świadczący o rodzicielskiej nieodpowiedzialności). Jestem WŚCIEKŁA. Maxymalnie. Czy to mnie ma zależeć, żeby zdał???? Czy ten rok, który może mieć w plecy jeśli drugi rok spędzi w tej samej klasie nie zabierze mu cennego roku życia??? A właściwie czemu ja się złoszczę? Najwyżej przerobimy połowę tematów, bo dalej nie zdążymy pójść. Ja po prostu wiem jak cenny jest każdy rok i tak bardzo chciałabym, żeby on też to zrozumiał. Bo mając 15 lat ma całe życie przed sobą, szkoda, żeby na wstępie fundował sobie taki regres... Drodzy rodzice, Wasza odpowiedzialność za wybory i motywacje Waszych dzieci jest nie do przecenienia... miejmy tego świadomość...
wtorek, 23 lipca 2013
dzień leniwca
no i jak ja się mam zorganizować???? spisuję listy RZECZY DO ZROBIENIA, a potem oglądam CSI Las Vegas albo filmy, bo nawet czytać mi się nie chce chociaż na półce przynajmniej trzy fantastyczne książki zaczęte, a przynajmniej sześć kolejnych DO PRZECZYTANIA NAJSZYBCIEJ. A to mi się slabo robi, albo myśleć mi się nie chce, albo odkładam i odkładam.... A tu filcowanie zaległe, a tu historia zalega i termin do poprawki Quby się zbliża... A we mnie budzi się zwierzę...LENIWIEC... EH...
![]() |
| AFP PHOTO / LEON NEAL |
poniedziałek, 22 lipca 2013
piękno i siła / MEN/ The SCAR Project
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
![]() |
| fot: The SCAR Project |
Gdyby na tych zdjęciach byli mężczyźni pozbawieni przez raka fizycznych atrybutów męskości te obrazy byłyby silne i uderzające swoją prawdą, imponujące siłą tych Mężczyzn, ich niezwykłą godnością w starciu z chorobą i słąbością własnego ciała. Niezwykłą deklaracją. Jednak właśnie TE zdjęcia pochodzące ze The SCAR Project uderzają mnie niezwykle mocno. Bo ci Mężczyźni pozbawieni przez chorobę mięśnia piersiowego, tak bardzo związanego z obrazem Kobiety Amazonki stają nagle na granicy tylu definicji, tylu fundamentalnych spraw związanych z pojęciem męskości, kobiecości, człowieczeństwa, seksualności, siły, cielesności, atawizmu, piękna. Bo dla mnie są przepięklnym przykładem męskiej siły. Atawistycznego wizerunku mężczyzny niezłomnego. Są piękni i pełni godności. Są dla mnie, dla kobiety Amazonki, która tak jak oni nie ma piersi, choć to właściwie zupełnie inna płaszczyzna znaczeniowa, dla mnie są w pewien sposób wzorem. Bo pomimo, że dla nich pierś, mięsień piersiowy jest jeszcze czymś innym niż pierś dla kobiety (chociaż absolutnie nie znaczy, że jest mniej WAŻNY), ta odwaga, z którą stają przed obiektywem, ten sposób patrzenia w niego, to daje siłę. Bo z jednej strony obnaża ich jakby bardziej, w ten trudny do uchwycenia sposób mający swoje poidłoże w naszej współczesnej mentalności, we wzorcach, które funkcjonują od wieków i w definicji męskości, a także człowieczeństwa, które to przeplatają się i łączą w najbardziej spójny sposób. Patrząc na nich jestem im wdzięczna za tę odwagę. Za czas poświęcony na zrobienie tych zdjęć. Bo dają mi nadzieję i siłę. A tego w chorobie oraz w poszukiwaniu siebie na nowo, które ma miejsce codziennie od mastektomii, jest potrzeba najbardziej. Więc dziękuję.
dzianie się
Poza tym na pytanie Martuli "co się u nas dzieje" nie było mi tak prosto odpowiedzieć, bo uświadomiłam sobie, że obecnie nasze życie jest przepełnione "dzianiem się" w najpiękniejszym wydaniu. Po pierwsze małymi kroczkami zbieram sie do usystematyzowania pracy nad "Bogiem", pisaniem książki i ogarnięciem sesji fotograficznych do Projektu rako-TWÓRCZEGO. Zadanie: usystematyzować te trzy zagadnienia w tym tygodniu. Po drugie zaczęłiśmy wczoraj pracę nad nagrywaniem w formie audiobooków moich bajek terapeutycznych. Te działania zamierzam prowadzić dwutorowo. Po pierwsze kontynuować pisanie, po drugie powolutku będziemy je "audiobukować;)). Kolejna rzecz, to działąnie -niespodzianka dzięki Dominicowi, o którym na razie nie chcę pisać, ale jest źródłem mojej niebywałej radości:):):):) Poza tym kontynuuję historyczne wycieczki naukowe z moim korepetycyjnym młodym adeptem mediawistycznych meandrów historycznych;) Nie zapominając o tyyyylu pomysłach, które nieustannie rodzą mi się w głowie, filcowaniu, do którego powoli wracam, fotografowaniu, które odkrywam, z coraz większą radością. Tak, nasze życie jest przepełnione pięknem i działaniem:):):)i wspaniałymi Ludźmi, którzy stanowią nieustanną inspirację:):):):):):):):):)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








