próba
kobiecość, kobiecości, kobiecością, kobieta, w kobiecie.... pierwsze wy(próbowane) lub (wy)próbowane słowa są najtrudniejsze. Właściwie pierwsze od dwóch lat, od lat 20tych, chociaż właściwie w tym kontekście nie należy ich liczyć, więc chyba ostatnie od Lilioma. Czyli tym ważniejsza, bo moje, bez chorych ciśnień, braku szacunku i głupoty człowieka, który nie wie co to odpowiedzialność i który własną nieumiejętność pokrywa chamstwem i brakiem jakiegokolwiek wyczucia, bo tak niestety wspominam ten rozdział mojej pracy. Praca z Krzysztofem kolejny raz uświadamia mi (tak jak spotkania z Bartkiem Wyszomirskim, Piotrem Cieplakiem, Waldkiem Raźniakiem,. Małgosią Głuchowską, Asią Grabowiecką czyli Ludźmi Teatru, którym jestem tak bardzo wdzięczna za pokazanie mi jak niezwykłą materią może być Teatr, jak piękna może być praca oparta na wzajemnym szacunku, poszukiwaniu, jak twórcza, rozwijająca i jak można za takim Teatrem tęsknić kiedy go nie ma) jak wspaniałą mam pasję, która jest moim zawodem. Jak wielką szczęściarą jestem, że mimo chwilowego zawieszenia, ciągle jestem w Teatrze obecna i jak piękne jest to jak niezwykłych Ludzi mam szansę spotykać. Dziś podczas próby zaczęliśmy pierwsze ustawienia tekstu. Nie wiem czy określenie, że wcześniej go czytałam jest właściwe z racji na to, że to mój tekst, ale kiedy pracujemy nad nim z Krzysiem i on go czyta, czasem czuję ogromną ochotę, żeby uciec. Na szczęście dziś było już lepiej. Oswajam się z tym. Żartowałam, że muszę złożyć reklamację do autorki, bo za dużo emocji wpakowała w każdy z tych fragmentów. Boję się ich. Oprócz tego niezwykłym doświadczeniem jest konfrontacja tego tekstu z Chustką. Byłoby łatwiej, gdyby pewne rzeczy nie były w raku powtarzalne, powszechne. Przewidywalny i nieprzewidywalny. Stereotypowy i oparty na jednostkowym przebiegu i charakterystyce.
Najtrudniejsze w tych próbach są dwie rzeczy. Zmierzenie się ze sobą, ze swoim organizmem, ciałem, emocjonalnością, wiarą w siebie po tak długiej przerwie w pracy. To bardzo trudne. Uwierzyć. W siebie. W tekst. W Sens. Ale na szczęście nie jestem w tym sama. Są ze mną Ludzie, którzy mnie wspierają i wierzą ze mną. Jest też ze mną półtora roku leczenia raka. Które jest skuteczne w wypieraniu wątpliwości. Bo wiem, że szkoda na nie życia. Bo nie wiem, ile go jeszcze zostało. I żałowałabym gdybym tego nie zrobiła. A przecież nie o to chodzi. Drugą próbą przechodzoną w próbach jest właśnie to mierzenie się powtórne z chorobą. To tak jak w trakcie psychoterapii. Idąc na spotkanie z psychoterapeutą zdajemy sobie sprawę z rzeczy, które chcemy rozwiązać, z pokładów, do których chcemy dotrzeć. Jednak dopiero w trakcie okazuje się czym są naprawdę demony, z którymi postanowiliśmy walczyć. Wówczas stajemy przed decyzją czy podołamy, czy nas to przerośnie. Tak jest również i w tym wypadku. Chcąc mówić o raku ze sceny nie zdawałam sobie sprawy jak głęboko wiele rzeczy jest we mnie przez ten czas nadszarpniętych, poranionych, uszkodzonych. Słabych. Ale tym bardziej wiem, że chcę to zrobić. Chcę i w tym wypadku wygrać sama ze sobą. I chcę, żeby to była petarda. Moja. Nasza. Bo Mój Mąż, Gosia i Krzysztof są w tym razem ze mną, bo są wspaniali, bo swoją obecnością dają zarówno mi, jak i całemu przedsięwzięciu siłę. I za to jestem wdzięczna. Jutro kolejna próba:):):) Już czekam:):):)
piątek, 31 maja 2013
och-życie:):):):):)
Aga B. :) B jak buzi:) B jak Beauty :) B jak Bąkowska:):):):) za miłość, za cierpliwość, za wszystko i za najcudowniejsze Renifery:*:*:*:* w och-życiu:*:*:*:*:*:* dzięki takim Ludziom, takim chwilom mogę złapać oddech, przypomnieć sobie, że oddech to życie, że oddech to harmonia, to spokój i sposób w jaki chcę żyć. W swoim tempie, na moich zasadach. Dzięki temu kolejny raz w tym tygodniu wracam do nie odrobionych w trakcie choroby lekcji dotyczących pędu, chaosu i braku statyczności. Przypominam sobie, że zwolnić znaczy żyć po swojemu, w swoim rytmie. A organizm nie kłamie, nie da się go oszukać. A zresztą po co? Dzięki stabilizacji tego rytmu mam możliwość zobaczenia tych pięknych uśmiechów Agi i Dominiki, obserwacji jak zmienia się wyraz twarzy Bruna kiedy poznaje kolejny kawałek świata, obserwować jak tworzy się pewna przepiękna Rodzina D+M+B+K=<3<3<3<3 . To są te momenty, dzięki którym konstytuuję to nowe, wyrwane rakowi życie. Są bezcenne. Dużo bardziej niż Master Card;)
Aga B. :) B jak buzi:) B jak Beauty :) B jak Bąkowska:):):):) za miłość, za cierpliwość, za wszystko i za najcudowniejsze Renifery:*:*:*:* w och-życiu:*:*:*:*:*:* dzięki takim Ludziom, takim chwilom mogę złapać oddech, przypomnieć sobie, że oddech to życie, że oddech to harmonia, to spokój i sposób w jaki chcę żyć. W swoim tempie, na moich zasadach. Dzięki temu kolejny raz w tym tygodniu wracam do nie odrobionych w trakcie choroby lekcji dotyczących pędu, chaosu i braku statyczności. Przypominam sobie, że zwolnić znaczy żyć po swojemu, w swoim rytmie. A organizm nie kłamie, nie da się go oszukać. A zresztą po co? Dzięki stabilizacji tego rytmu mam możliwość zobaczenia tych pięknych uśmiechów Agi i Dominiki, obserwacji jak zmienia się wyraz twarzy Bruna kiedy poznaje kolejny kawałek świata, obserwować jak tworzy się pewna przepiękna Rodzina D+M+B+K=<3<3<3<3 . To są te momenty, dzięki którym konstytuuję to nowe, wyrwane rakowi życie. Są bezcenne. Dużo bardziej niż Master Card;)
czwartek, 30 maja 2013
maruda
maruda otwiera we mnie mentalną paszczę kiedy przerasta mnie temat czasu. Mój mózg jest już tak zmęczony tym tygodniem pracy i myślenia, że ustalenie najprostszej rzeczy powoduje przypływ paniki i dezorientacji. Nawet dziś po tak cudownym dniu mam niedosyt pracy, nieumiejętność ogarnięcia się i tysiąc innych emocji. Tęsknię za Sebem. Mój Mąż jest tak niewyobrażalnym oparciem i wsparciem dla mnie na każdej płaszczyźnie, że nie bardzo już umiem funkcjonować bez niego. Jeszcze dwa dni:*:*:*:*
maruda otwiera we mnie mentalną paszczę kiedy przerasta mnie temat czasu. Mój mózg jest już tak zmęczony tym tygodniem pracy i myślenia, że ustalenie najprostszej rzeczy powoduje przypływ paniki i dezorientacji. Nawet dziś po tak cudownym dniu mam niedosyt pracy, nieumiejętność ogarnięcia się i tysiąc innych emocji. Tęsknię za Sebem. Mój Mąż jest tak niewyobrażalnym oparciem i wsparciem dla mnie na każdej płaszczyźnie, że nie bardzo już umiem funkcjonować bez niego. Jeszcze dwa dni:*:*:*:*
Pole Mokotowskie dla psów, rodzin z dziećmi i nas czyli kadry do monodramu w słońcu
Piękny dzień z Dominiką, Marcinem i Bruniaczem na Polu Mokotowskim:):):):):) lody, słońce, dzień dziecka i szkolenie cudnych czworonogów:*:*:*:*:* Marcin zrobił pierwszą część wizualizacji na 7go do monodramu. 8 mm jest genialne, a Dominika i Marcin są bezbłędni:):):):):) Piękny dzień, z cudną rodziną i w dodatku mega konstruktywny:):):) Jest good:):):):)
Piękny dzień z Dominiką, Marcinem i Bruniaczem na Polu Mokotowskim:):):):):) lody, słońce, dzień dziecka i szkolenie cudnych czworonogów:*:*:*:*:* Marcin zrobił pierwszą część wizualizacji na 7go do monodramu. 8 mm jest genialne, a Dominika i Marcin są bezbłędni:):):):):) Piękny dzień, z cudną rodziną i w dodatku mega konstruktywny:):):) Jest good:):):):)
środa, 29 maja 2013
Zmęczenie jest największym wrogiem człowieka
Jestem tak zmęczona, że aż mi niedobrze, a ciągle jest tyle rzeczy, które chcę zrobić. Ale kolejny cudowny dzień za mną:):):) trudny, ale cudowny. z działania i aktywności, z próby, z życia. Jedno mnie tylko martwi, a mianowicie fakt, że nadal nie ogarniam czasu i przestrzeni i nadal nie wiem jak to zrobić, żeby wreszcie zacząć spotykać się z tymi cudownymi Ludźmi, którzy są tu, na miejscu, a ja nawet nie wiem jak to wszystko zrobić:( z organizacją jestem na bakier:( Seb na pewno wiedziałby jak to zrobić:(:* tęskno mi za Mężem moim UKOCHANYM, ale jeszcze tylko czwartek i piątek i w sobotę się zobaczymy:*:*:*:*:* dłuuugo:(
ale oprócz tego DOBRANOC WSZYSTKIM I PIĘKNYCH SNÓW:*:*:*:*:*:* ŻEBYŚMY WYŚNILI SOBIE SPEŁNIENIE MARZEŃ:*:*:*:*:*:*:*
Jestem tak zmęczona, że aż mi niedobrze, a ciągle jest tyle rzeczy, które chcę zrobić. Ale kolejny cudowny dzień za mną:):):) trudny, ale cudowny. z działania i aktywności, z próby, z życia. Jedno mnie tylko martwi, a mianowicie fakt, że nadal nie ogarniam czasu i przestrzeni i nadal nie wiem jak to zrobić, żeby wreszcie zacząć spotykać się z tymi cudownymi Ludźmi, którzy są tu, na miejscu, a ja nawet nie wiem jak to wszystko zrobić:( z organizacją jestem na bakier:( Seb na pewno wiedziałby jak to zrobić:(:* tęskno mi za Mężem moim UKOCHANYM, ale jeszcze tylko czwartek i piątek i w sobotę się zobaczymy:*:*:*:*:* dłuuugo:(
ale oprócz tego DOBRANOC WSZYSTKIM I PIĘKNYCH SNÓW:*:*:*:*:*:* ŻEBYŚMY WYŚNILI SOBIE SPEŁNIENIE MARZEŃ:*:*:*:*:*:*:*
![]() |
| żródło: internet |
Mam dziś nieokiełznaną wręcz potrzebę ustabilizowania się emocjonalnie i uporządkowania myśli. Dlatego znów piszę, bo nie znajduję sposobu innego na ogarnięcie tego tematu. Krzysztof na szczęście jeszcze musi kilka rzeczy ze swoich prób poukładać, dzięki czemu ja mam chwilę na te moje porządki. Za to w jakże niezwykłym anturażu:):):) Siedzę w OOOOGROOOOOMNEJ sali prób, okrągłej, wysokiej n parter i piętro w Teatrze Wielkim i wokół mam scenografię która inspiruje na każdej płaszczyźnie odbioru. ZACHWYT W STANIE CZYSTYM. I w takich momentach nie da się nie wierzyć w Boga, który lubi patrzeć jak ludzie się cieszą:):):):):) bo lubi:):):) inaczej by mnie tu nie przyprowadził:):):) i tak się ciesząc czytam CHUSTKĘ. I reasumuję to wszystko. Mój mózg się przegrzał. Buntuje się. Bo ja mam 30 lat. Ona miała 34 lata. To wiek życia pełnią, okrzyku radości, że jeszcze dwie trzecie przed nami. To wiek życia pełną piersią, wspaniałej miłości, pełnej, czystej, spełnionej pasji i namiętności, boskiego seksu, patrzenia jak dzieci rosną, patrzenia jaki piękny jest świat IN GENERAL. I w obliczu takiej kontestacji praca nad monodramem, czytanie Chustki, a szczególnie "zapoznanie się " z wykresem temporalnym na początku, który zawiera wszystkie najważniejsze punkty życia Joasi od momentu wykrycia raka do dnia odejścia, w którym swoje miejsce znalazła również złudna radość "jestem zdrowa, nie mam raka", przy tym wszystkim czuję, że jestem człowiekiem w każdym kontekście, który wybiorę na chybił trafił. I wiem, że pewnych kontekstów kurewsko nie chcę.... strach jest straszny, strach jest zły, strach ma strasznie wielkie kły./rak jest straszny rak jest zły rak ma strasznie wielkie kły... bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.... ale ja przecież nie mam już raka, ja przecież tą drugą pierś niebawem będę miała odciętą prewencyjnie - krzyczy racjonalna część mnie.... HO HO HO - odpowiada mój rako-srako-rak - a to nie wiesz, że raka m,a się na zawsze? że zawsze czai się w cieniu? że już zawsze będzie blisko, bliziutko????? CHCĘ DO MĘŻĄ!!!!! Ja w warszawie, Mąż w kielcach, to przecież normalne, że ludzie nie są non-stop razem, a także to, że takie rozłączenia dobrze robią.... wiem, ale Mąż mój NAJUKOCHAŃSZY potrafi zrobić tak, że strach jest mniejszy a rak nie straszzny. I lw takim momencie zastanawiam się KIEDY JA DOROSNĘ???
Siedzę przy ZDROWEJ TARCIE Z KASZĄ GRYCZANĄ i nieco mniej zdrowej kawie frappe (jakkolwiek niezbędnej do funkcjonowanIA DZIŚ, BO MÓJ MÓZG I ORGANIZM POWOLI DAJĄ MI SYGNAŁY, ŻE mam natychmiast bezwzględnie zwolnić BO JAK NIE TO będzie foch;) i staram się zebrać myśli przed próbą. Na razie ze skutkiem opłakanym. Za to rozlewam frappe, rozrzucam puzzle monodramowe i hoduję mega mętlik w każdym zakamarku umysłu. To mi niestety wychodzi pierwszorzędnie.... eh...Ale nie o tym chciałam... Chodzi o to, że przygotowując się do dzisiejszej próby przeglądałam Chustkę CHUSTKI i poczułam przerażenie. Że mnie to przerasta, że nie dam rady mówić o tym, że to siedzi we mnie tak strasznie głęboko, że jest zadziwiająco bolesne i przerażające mówienie o tym głośno, ze sceny, tak prosto w relacji CZŁOWIEK-CZŁOWIEK. Za 10 minut zaczynamy. Ale przecież ja tak nie robię. Nie tchórzę, nie uciekam, nie poddaję się tak łatwo. Tym bardziej, że chcę o tym powiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
