Jeśli ktoś z Was zapomniał ŚWIAT JEST PIĘKNY!!!!!!!!!!
Budzę się rano. Mój najlepszy z Mężów już po zakupach i spacerze z psem robi śniadanie i mega michę marchewki z jabłkiem. Otwieram oczy i widzę śpiący koci pyszczek, który mruczy mi prze sen "kocham Cię Aniu":) Śniadankoooo:):):) Drugi spacer z psem jest mój. Słońce - słońce - słońce:):):):) wioooosna:):):):):) świat jest taki piękny::):):):):):) po roku udało mi sie wreszcie wystawić na Allegro kilka nienoszonych rzeczy, uprasować zaległości do prasowania, pranie i jestem niespodziewanie wzorową kurą domową. Śmiać się czy płakać - oto jest pytanie....;) wieczorem basen żeby zacząć zrzucać metodą małych kroczków moje 15 kg po chemioterapeutycznych dodatków. Ale jak to zrobić skoro mój najcudowniejszy z Mężów zrobił wcześniej najlepsze frytki na świecie???? no jak???? Ale i tak świat jest piękny, a kto zapomniał, wyjrzyjcie przez okno:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
https://www.facebook.com/photo.php?v=4017404959583&set=vb.1415157972&type=2&theater
Chociaż tak jak codziennie zastanawiam się nad fenomenem mojego coraz bardziej posuniętego wyobcowania i aspołeczności. To okropne. A z drugiej strony może to po prostu kolejny czas wyciszenia? Tylko czego ja tak naprawdę chcę zarówno od siebie jak i w ogóle?
czwartek, 16 maja 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
Spotkania
Spotkałam po 11 latach koleżankę z liceum. Przecudowna, piękna Kobieta:):):) to jest niebywałe jak cudnych ludzi spotykam:):):) a poza tym kolejny raz udało mi się dotrzeć na basen. Jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać ten nowy zwyczaj:) bo jeśli tak jest wreszcie szansa, że doprowadzę się do porządku po chemioterapii.
Spotkałam po 11 latach koleżankę z liceum. Przecudowna, piękna Kobieta:):):) to jest niebywałe jak cudnych ludzi spotykam:):):) a poza tym kolejny raz udało mi się dotrzeć na basen. Jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać ten nowy zwyczaj:) bo jeśli tak jest wreszcie szansa, że doprowadzę się do porządku po chemioterapii.
niedziela, 12 maja 2013
"Show must go on" i zupa z soczewicy czyli światełko w tunelu
Wczoraj z fundacją Mam Marzenie malowałam dzieciakom pyszczki w Ćmińsku. Uwielbiam ten dziecięcy żywioł. Są jak remedium na wszystko co złe. Fundacja propaguje badania profilaktyczne dla dzieciaków. Cudowni Ludzie, fantastyczne inicjatywy. Są niezwykli:) pięć godzin malowania i mimo tego, że kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa czuję jakbym spędziła ten czas w mega bombonierze z pralinkami:):):) czad:):):) tak bardzo chciałabym, żeby już minęły te lata świetlne i w naszym życiu też mógł się pojawić taki mały żywioł. Jednak i tu jest jedno niepodważalne i pewne stwierdzenie: CIERPLIWOŚĆ CIERPLIWOŚĆ I CIERPLIWOŚĆ. Kolokwialnie mówiąc rzygam cierpliwością.... No cóż. Trzy wdechy i znów jestem cierpliwa...
Dziś udało nam się zrobić próbę. Kocham mojego Męża, uwielbiam z nim śpiewać, podziwiam to co robi muzycznie. Dziś udało mi się znów zapanować nad wielkim chaosem, żeby rzetelnie popracować. Mamy czas do 7go czerwca. Jesteśmy zaproszeni na 25-lecie kieleckiego Stowarzyszenia Amazonek. To piękne, że w Poznaniu zaczęło się dla nas coś niezwykłego. Podczas mega spontanicznego koncertu z okazji 20 lecia ogólnopolskiej Federacji Amazonek okazało się, że to, co robimy daje tym niezwykłym Kobietom coś, czego chcą jeszcze słyszeć i co chcą oglądać. Coś, przy czym się wzruszają, uśmiechają. Mam nadzieję, że w czerwcu też damy radę. Na szczęście jest z nami Gosiak. Mój dobry Duszek, najpiękniejszy Rentgen świata:):):) I jeszcze udało mi się wreszcie sfinalizować kulinarne zaległości soczewicowe:) Tylko gdyby jeszcze udało mi się wykopać z tego cholernego "zakopania się". Tęsknię za tymi najukochańszymi Ludźmi, którzy są w moim życiu, więc czemu nie dzwonię, nie piszę, nie odbieram kiedy oni dzwonią? czemu tak dużo kosztuje wylezienie ze swojej skorupy?...
Wczoraj z fundacją Mam Marzenie malowałam dzieciakom pyszczki w Ćmińsku. Uwielbiam ten dziecięcy żywioł. Są jak remedium na wszystko co złe. Fundacja propaguje badania profilaktyczne dla dzieciaków. Cudowni Ludzie, fantastyczne inicjatywy. Są niezwykli:) pięć godzin malowania i mimo tego, że kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa czuję jakbym spędziła ten czas w mega bombonierze z pralinkami:):):) czad:):):) tak bardzo chciałabym, żeby już minęły te lata świetlne i w naszym życiu też mógł się pojawić taki mały żywioł. Jednak i tu jest jedno niepodważalne i pewne stwierdzenie: CIERPLIWOŚĆ CIERPLIWOŚĆ I CIERPLIWOŚĆ. Kolokwialnie mówiąc rzygam cierpliwością.... No cóż. Trzy wdechy i znów jestem cierpliwa...
Dziś udało nam się zrobić próbę. Kocham mojego Męża, uwielbiam z nim śpiewać, podziwiam to co robi muzycznie. Dziś udało mi się znów zapanować nad wielkim chaosem, żeby rzetelnie popracować. Mamy czas do 7go czerwca. Jesteśmy zaproszeni na 25-lecie kieleckiego Stowarzyszenia Amazonek. To piękne, że w Poznaniu zaczęło się dla nas coś niezwykłego. Podczas mega spontanicznego koncertu z okazji 20 lecia ogólnopolskiej Federacji Amazonek okazało się, że to, co robimy daje tym niezwykłym Kobietom coś, czego chcą jeszcze słyszeć i co chcą oglądać. Coś, przy czym się wzruszają, uśmiechają. Mam nadzieję, że w czerwcu też damy radę. Na szczęście jest z nami Gosiak. Mój dobry Duszek, najpiękniejszy Rentgen świata:):):) I jeszcze udało mi się wreszcie sfinalizować kulinarne zaległości soczewicowe:) Tylko gdyby jeszcze udało mi się wykopać z tego cholernego "zakopania się". Tęsknię za tymi najukochańszymi Ludźmi, którzy są w moim życiu, więc czemu nie dzwonię, nie piszę, nie odbieram kiedy oni dzwonią? czemu tak dużo kosztuje wylezienie ze swojej skorupy?...
środa, 8 maja 2013
Znowu zapadamy...
Znowu się zapadam. Jest wiosna, świat od miesięcy nie był tak piękny. Za miesiąc mamy naszą premierę. W przyszłym tygodniu zacznę pracę z Krzysiem. Góry były zjawiskowe, poczułam to wszystko za czym tęskniłam, chociaż przez chwilę. Więc czemu znowu zaczynam zapadać się w jakiś absurdalny stan zawieszenia? znowu przestaję odbierać telefony, bo przerasta mnie to energetycznie. Nie odpisuję na wiadomości, bo chcąc na nie odpisać wyczerpująco odkładam to w nieskończoność i w efekcie nie odpisuję. Czuję się coraz bardziej samotna i wiem, że to absolutnie moja wina właśnie dlatego, że się zaszywam. Absurd goni absurd. Staram się ułożyć harmonogram dnia i zamierzam się go trzymać. Poza tym nasze warsztaty rako-TWÓRCZE są CUDOWNE. Dziewczyny mają ogrom energii, siły i są taaaakie piękne. Jestem farciarą, że mogę z nimi pracować:) więc zapadanie trzeba będzie odłożyć:) a w dodatku będzie zupa z soczewicy:):):)
zróbcie, bo jest booooska:):):)
Lentejas (zupa z soczewicy):)
Sposób przyrządzenia:Soczewice namoczyć w wodzie 12h. Cebule i czosnek pokroić w drobna kostkę, podsmażyć na 5 łyżkach oliwy. Dodać paprykę zielona pokrojona w kostkę i smażyć jeszcze przez 10 minut. Dodać 1 łyżkę papryki słodkiej, podsmażyć. Odcedzić soczewice i dodać do garnka razem z porem i marchewka pokrojona w krążki. Zalać woda ok 1,5-2l. Dodać kostki rosołowe gotować na wolnym ogniu do miękkości soczewicy ok 2 godzin. Konsystencja tej zupy powinna być bardzo gęsta. Smacznego!
Znowu się zapadam. Jest wiosna, świat od miesięcy nie był tak piękny. Za miesiąc mamy naszą premierę. W przyszłym tygodniu zacznę pracę z Krzysiem. Góry były zjawiskowe, poczułam to wszystko za czym tęskniłam, chociaż przez chwilę. Więc czemu znowu zaczynam zapadać się w jakiś absurdalny stan zawieszenia? znowu przestaję odbierać telefony, bo przerasta mnie to energetycznie. Nie odpisuję na wiadomości, bo chcąc na nie odpisać wyczerpująco odkładam to w nieskończoność i w efekcie nie odpisuję. Czuję się coraz bardziej samotna i wiem, że to absolutnie moja wina właśnie dlatego, że się zaszywam. Absurd goni absurd. Staram się ułożyć harmonogram dnia i zamierzam się go trzymać. Poza tym nasze warsztaty rako-TWÓRCZE są CUDOWNE. Dziewczyny mają ogrom energii, siły i są taaaakie piękne. Jestem farciarą, że mogę z nimi pracować:) więc zapadanie trzeba będzie odłożyć:) a w dodatku będzie zupa z soczewicy:):):)
zróbcie, bo jest booooska:):):)
Lentejas (zupa z soczewicy):)
- 500 g soczewicy
- 2 cebule
- 2 ząbki czosnku
- 1 papryka zielona
- 3 marchewki
- 1 por papryka
- słodka w proszku
- oliwa z oliwek
- 2 kostki rosołowe
Sposób przyrządzenia:Soczewice namoczyć w wodzie 12h. Cebule i czosnek pokroić w drobna kostkę, podsmażyć na 5 łyżkach oliwy. Dodać paprykę zielona pokrojona w kostkę i smażyć jeszcze przez 10 minut. Dodać 1 łyżkę papryki słodkiej, podsmażyć. Odcedzić soczewice i dodać do garnka razem z porem i marchewka pokrojona w krążki. Zalać woda ok 1,5-2l. Dodać kostki rosołowe gotować na wolnym ogniu do miękkości soczewicy ok 2 godzin. Konsystencja tej zupy powinna być bardzo gęsta. Smacznego!
niedziela, 5 maja 2013
Powroty i odloty
Nie rozumiem zasad funkcjonowania mojego umysłu i emocji. Majówka była cudowna. Najpierw Ewa i Marta odwiedziły nas wnosząc w nasze życie kolejny raz ogrom cudowności i pierogów. Są niezwykłe:*:*:*:* Potem dołączyłam do Mamy w Zakopanem. Cudowne dwa dni, pierwszy raz od lat spędzone "we dwie" gdzieś poza domem. Góry, które pomagają mi wierzyć i przypominają jak kocham czuć się wolna. Są ogromne, piękne, zapierają dech w piersiach. I po wyjściu z dworca stanęłam prawie oko w oko z kierunkowskazem na Teatr:) Znamienne:) Wróciłam do pisania o Mo i Śwince. Nareszcie. To wszystko w górach. Skąd więc ta frustracja, agresja, ta totalna emocjonalna rozwałka zaraz po powrocie???? beznadzieja... potrzebuję instrukcji obsługi do samej siebie...
Nie rozumiem zasad funkcjonowania mojego umysłu i emocji. Majówka była cudowna. Najpierw Ewa i Marta odwiedziły nas wnosząc w nasze życie kolejny raz ogrom cudowności i pierogów. Są niezwykłe:*:*:*:* Potem dołączyłam do Mamy w Zakopanem. Cudowne dwa dni, pierwszy raz od lat spędzone "we dwie" gdzieś poza domem. Góry, które pomagają mi wierzyć i przypominają jak kocham czuć się wolna. Są ogromne, piękne, zapierają dech w piersiach. I po wyjściu z dworca stanęłam prawie oko w oko z kierunkowskazem na Teatr:) Znamienne:) Wróciłam do pisania o Mo i Śwince. Nareszcie. To wszystko w górach. Skąd więc ta frustracja, agresja, ta totalna emocjonalna rozwałka zaraz po powrocie???? beznadzieja... potrzebuję instrukcji obsługi do samej siebie...
wtorek, 23 kwietnia 2013
Pochwała Kobiecości, filmowe zajawki i bose stopy:):):)
Wiosna:) Pełną parą:):):) Bose stopy w butach lub bez to najwspanialsza nagroda za zimową cierpliwość:) Uwielbiam:):):)
Dziś krótka migawka z onkologii, jutro znowu, ale słońce radzi sobie i z tym kalibrem ciężaru:) Oczywiście boso:):):)
Rano spotkałyśmy z Shivą psa-kumpla, Paco. Paco, jak na rocznego molosa przystało jest cudownym psim dzieckiem w ciele małej krowy:):):) Cóż za radość patrzenia jak te dwa krowiaki szaleją:):):) Zdecydowanie to jedna z moich ulubionych form spędzania czasu. Radość w stanie czystym by dogs:):):)
Moja Grupa rako-TWÓRCZA dziś w mniejszym składzie, aczkolwiek jak zwykle imponujący kreatywnością i energią:):):) Cieszę się, że mogę z nimi pracować:) Idziemy w dobrym kierunku zarówno działań fizycznych jak i ogólnego zarysu pracy warsztatowej:) Adrenalina, bo inspirują mnie i ciekawa jestem co będzie dalej:):):) Moja Kasia D. przyszła dziś do nas na pierwsze warsztaty wizażu. Pod pędzle trafiła Ania. Cóż to za piękna, świadoma kobieta. Jaka cudna chemia powstała pomiędzy obiema Paniami. Patrząc na ich wspólne działanie znalazłam potwierdzenie, że to dobry kierunek, że to jest ważne. Bo rako-TWÓCZOŚĆ to także afirmacja kobiecości i męskości w nas, najczęściej w części, nie tylko tej fizycznej, pozbawieni tych atrybutów mężczyzny i kobiety, które zewnętrznie nas konstytuują. W maxymalnym skrócie myślowym oczywiście. Bardzo chcę, żeby ta afirmacja stałą się nierozerwalnie związana z projektem rako-TWÓRCZYM. Bo wg mnie jest nie do przecenienia.
Oprócz tego zaczęliśmy temat filmowych projektów związanych z Projektem. Cieszę się, że dołączył do nas Michał. Jest niebywale kreatywny i twórczy:) Jestem pewna, że dzięki niemu w naszej grupie oraz w całym Projekcie wydarzy się dużo dobrego:):):)
A teraz cudowny wieczór:) piwo na miodzie gryczanym jest moim faworytem, nawet Sila, nasza panna kotta autonomiczna, spędza ze mną czas:)
Cieszę się, bo wróciłam do pisania bajki o Mo i Śwince. Stęskniłam się za nimi:):):) A jutro dzień o intensywności tygodnia. Jeśli tylko będę pamiętała, że trzeba oddychać, damy radę;););)
Na przepiękny koniec dnia muszę, po prostu muszę zamieścić link do bloga genialnego Fotografa Marcina Bublewicza. Mnisi buddyjscy na jego zdjęciach oczarowali mnie spokojem i harmonią, których tak szukam. Pięknym spokojem i piękną harmonią. Dzięki Marcinie:)
http://blog.elementybieli.com/index.php/2013/04/23/ja-mnich/
Tylko jedna rzecz mnie przerasta. Konfrontacja z samą sobą fizycznie. Z sobą większą o 15 kg , które zostały mi w spadku po chemioterapii. 15 kilo żywej wagi, których nie akceptuję i które czuję jako fizyczny atak na mnie. Nie akceptuję siebie, bo w tych 15 kilogramach straciłam siebie. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale nie mogę się odnaleźć. Czas choroby tak bardzo mnie zmienił pod każdym względem, że czasem muszę wrócić do starych zdjęć, żeby choć odrobinę się odnaleźć, przypomnieć sobie siebie w sobie. To potworne uczucie. Z drugiej strony ta kwestia jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że projekt rako-TWÓRCZY jest czymś co musi powstać. Bo jest ważny, bo jest potrzebny. I dla mnie. Żebym mogła przejrzeć się w tych cudownych Ludziach, w pięknych , mądrych Kobietach i wspaniałych, męskich do granic możliwości Mężczyznach, którzy swoją męskość i kobiecość odnajdują każdego dnia. Bo można. Ja też uczę się tego. Cała ja. Ja teraz.
Wiosna:) Pełną parą:):):) Bose stopy w butach lub bez to najwspanialsza nagroda za zimową cierpliwość:) Uwielbiam:):):)
Dziś krótka migawka z onkologii, jutro znowu, ale słońce radzi sobie i z tym kalibrem ciężaru:) Oczywiście boso:):):)
Rano spotkałyśmy z Shivą psa-kumpla, Paco. Paco, jak na rocznego molosa przystało jest cudownym psim dzieckiem w ciele małej krowy:):):) Cóż za radość patrzenia jak te dwa krowiaki szaleją:):):) Zdecydowanie to jedna z moich ulubionych form spędzania czasu. Radość w stanie czystym by dogs:):):)
Moja Grupa rako-TWÓRCZA dziś w mniejszym składzie, aczkolwiek jak zwykle imponujący kreatywnością i energią:):):) Cieszę się, że mogę z nimi pracować:) Idziemy w dobrym kierunku zarówno działań fizycznych jak i ogólnego zarysu pracy warsztatowej:) Adrenalina, bo inspirują mnie i ciekawa jestem co będzie dalej:):):) Moja Kasia D. przyszła dziś do nas na pierwsze warsztaty wizażu. Pod pędzle trafiła Ania. Cóż to za piękna, świadoma kobieta. Jaka cudna chemia powstała pomiędzy obiema Paniami. Patrząc na ich wspólne działanie znalazłam potwierdzenie, że to dobry kierunek, że to jest ważne. Bo rako-TWÓCZOŚĆ to także afirmacja kobiecości i męskości w nas, najczęściej w części, nie tylko tej fizycznej, pozbawieni tych atrybutów mężczyzny i kobiety, które zewnętrznie nas konstytuują. W maxymalnym skrócie myślowym oczywiście. Bardzo chcę, żeby ta afirmacja stałą się nierozerwalnie związana z projektem rako-TWÓRCZYM. Bo wg mnie jest nie do przecenienia.
Oprócz tego zaczęliśmy temat filmowych projektów związanych z Projektem. Cieszę się, że dołączył do nas Michał. Jest niebywale kreatywny i twórczy:) Jestem pewna, że dzięki niemu w naszej grupie oraz w całym Projekcie wydarzy się dużo dobrego:):):)
A teraz cudowny wieczór:) piwo na miodzie gryczanym jest moim faworytem, nawet Sila, nasza panna kotta autonomiczna, spędza ze mną czas:)
Cieszę się, bo wróciłam do pisania bajki o Mo i Śwince. Stęskniłam się za nimi:):):) A jutro dzień o intensywności tygodnia. Jeśli tylko będę pamiętała, że trzeba oddychać, damy radę;););)
Na przepiękny koniec dnia muszę, po prostu muszę zamieścić link do bloga genialnego Fotografa Marcina Bublewicza. Mnisi buddyjscy na jego zdjęciach oczarowali mnie spokojem i harmonią, których tak szukam. Pięknym spokojem i piękną harmonią. Dzięki Marcinie:)
http://blog.elementybieli.com/index.php/2013/04/23/ja-mnich/
![]() |
| fot. Łukasz Kulik |
I jeszcze jeden "drobiazg" nie daje mi spokoju. Tak jak w czasie okresu prosperity mojej chemioterapii, a szczególnie 12 cykli taksolu zaczynam czuć, że żyję w najbardziej bolesny sposób. Boli mnie wszystko. Stawy, mięśnie, cały organizm krzyczy, żeby wreszcie pokazać rakowi fu**a... A ja tylko marzę... Uwielbiam ten stan kiedy nic nie boli. Jest taki NIEOCENIONY!!!... eh...
Ale żeby nie kończyć tego dnia tak minorowo cudown wiadomość, która mnie najzwyczajniej wzruszyła.
W zeszłym roku motocykliści zebrali 13 000 litrów krwi!!!! są czadowi!!!!!!!!!!!!!!!!:):):):) szacun:):):):)
niedziela, 21 kwietnia 2013
Motocykle i samotność pól teatralnych
Wszystko mi się miesza.... Z jednej strony dzieją się dla mnie rzeczy najpiękniejsze:*:*:*:*:* Dziś Agata i Łukasz zabrali mnie na moje pierwsze mistrzostwa MX. Czad:):):) Moment, kiedy motocykle wzbijają się w powietrze i lecą, chociaż tę chwilę, przepiękną i wolną:) Niezwykłe. Już wiem czym się różni dwu - od czterosuwa:):):) czekam z niecierpliwością na więcej:):):) Oprócz tego wyszło mi kilka niezłych zdjęć:) Uczę się uczę:):):)Z drugiej strony rozmawialiśmy o Teatrze. Nie potrafię absolutnie znaleźć dystansu. Dziś grali Samotność pól bawełnianych. Spektakl, który wręcz zabolał. Piękny, mocny, hipnotyzujący. Jeden z kilku, od których nie mogę się uwolnić. Genialnie zagrany. Potrzebuję takiej pracy. Bardzo. W momentach, kiedy sobie to uświadamiam tracę kompletnie jakąkolwiek wewnętrzną harmonię. To jak z kwestią bólu w trakcie intensywnego leczenia, odruchy bezwarunkowe... Chcę jeszcze raz zobaczyć Samotność, żałuję, że dziś nie widziałam. Dobrze, że motocykle wreszcie stają się realne, bo inaczej deficyt teatru byłby totalną katastrofą... Adrenalina... Dobrze, że znalazłam Jacques'a Lecoq'a. Mam nadzieję, że wykorzystam ten czas na szukanie w tym kierunku i to co znajdę stanie się kolejnym mocnym fundamentem Teatru, do którego wrócę.
Wszystko mi się miesza.... Z jednej strony dzieją się dla mnie rzeczy najpiękniejsze:*:*:*:*:* Dziś Agata i Łukasz zabrali mnie na moje pierwsze mistrzostwa MX. Czad:):):) Moment, kiedy motocykle wzbijają się w powietrze i lecą, chociaż tę chwilę, przepiękną i wolną:) Niezwykłe. Już wiem czym się różni dwu - od czterosuwa:):):) czekam z niecierpliwością na więcej:):):) Oprócz tego wyszło mi kilka niezłych zdjęć:) Uczę się uczę:):):)Z drugiej strony rozmawialiśmy o Teatrze. Nie potrafię absolutnie znaleźć dystansu. Dziś grali Samotność pól bawełnianych. Spektakl, który wręcz zabolał. Piękny, mocny, hipnotyzujący. Jeden z kilku, od których nie mogę się uwolnić. Genialnie zagrany. Potrzebuję takiej pracy. Bardzo. W momentach, kiedy sobie to uświadamiam tracę kompletnie jakąkolwiek wewnętrzną harmonię. To jak z kwestią bólu w trakcie intensywnego leczenia, odruchy bezwarunkowe... Chcę jeszcze raz zobaczyć Samotność, żałuję, że dziś nie widziałam. Dobrze, że motocykle wreszcie stają się realne, bo inaczej deficyt teatru byłby totalną katastrofą... Adrenalina... Dobrze, że znalazłam Jacques'a Lecoq'a. Mam nadzieję, że wykorzystam ten czas na szukanie w tym kierunku i to co znajdę stanie się kolejnym mocnym fundamentem Teatru, do którego wrócę.
| fot. Anna Iwasiuta - Dudek |
| fot. Anna Iwasiuta-Dudek |
| fot. Anna Iwasiuta-Dudek |
| fot. Anna Iwasiuta-Dudek |
| fot. Anna Iwasiuta-Dudek |
Subskrybuj:
Posty (Atom)
