wtorek, 7 października 2014

k jak kot/ k jak kochać

Moje dwie ukochane kotki mają guzki. Jednej z nich rośnie ów guzek w zastraszającym tempie. Jutro wzywamy naszego Pana Veta. Staram się zachować spokój, ale jest mi niedobrze ze strachu. Mam fioła na ich punkcie. Są dla mnie pełnoprawnymi członkami rodziny. Zawdzięczam im niesamowicie dużo w najtrudniejszych momentach. Bo kiedy było ciężko i nie miałam siły wstać z łóżka, to fakt, że są i to całkowicie ode mnie zależne zmuszał mnie do mobilizacji, czasem tej ponad siły. Nie zawodzę się na nich, dostaję od nich totalną bezwarunkową miłość, inną od każdego z nich. Wiem jak ważny jest czas w kwestii raka. Poza tym miałam nadzieję, że wykorzystałam limit domowy na przydział onkologiczny...


poniedziałek, 6 października 2014

workshop / homework

Somethimes I don't understand.
????
Praca w domu - domopraca.
Wczoraj wróciłam z Gdańska.
Korekta Projektu rako-TWÓRCZEGO.
Dziś od rana część zaległości komunikacyjnych.
Korekta bajek terapeutycznych i załamka, bo dużo do zmian.
Korekta drugiego tekstu dramatycznego rako-TWÓRCZEGO. Weryfikacja. Weryfikuję. Do weryfikacji.
Czy mówiłam, że dobrze, że mamy koty, psa i dobrą zupę krem z brokułów?
Kolejny raz uświadamiam sobie, że potrzebuję menagera, sekretarki, cierpliwości i wewnętrznej harmonii. Anonse?
Czasem zastanawiam się jak można zrealizować to wszystko co robię i chcę zrealizować tak, żeby było organizacyjnie do przyjęcia, uporządkowane i konsekwentne. Nie chcę rezygnować z mnogości działań i inicjatyw, bo one się uzupełniają, ale jak mam nauczyć się być PO-UK-ŁA-DA-NĄ i Z-OR-GA-NI-ZO-WA-NĄ?...
Zazwyczaj po powrocie z intensywnych wojaży jestem nie do wytrzymania. Reguła podtrzymana.
Felinoterapia i metoda małych kroczków.




źródło: internet


niedziela, 5 października 2014

...

Zmarła Anna Przybylska. Brakuje mi powietrza. Bo w takich momentach cała ta moja nabudowana ideologia pozytywnego nastawienia do dobrego raka pada na pysk. Bo w takich momentach boję się. Bo boję się za każdym razem wchodząc do gabinetu mojego Doktora. Bo siedząc na tej białej leżance nigdy nie wiem co teraz będzie. A w takich momentach czuję ten strach jeszcze bardziej. Bo przegrała. Piękna, pełna życia Kobieta. I koniec. Pieprzę tego raka. Po prostu. Pieprzę...

istota rzeczy

wolność i spełnienia

Ciągle brak mi czasu na życie. Nieustannie gonię za tą maksymalną intensywnością, którą chcę czuć cała sobą, żeby to życie nie tylko przeżyć, ale odczuć, doświadczyć, zachłysnąć się nim. Czasem czuję, że pędzę zbyt szybko, że jestem jak szczeniak na bieżni dla dużych psów i „gubię łapy” bo nie wyrabiam. Wówczas zaczynam się złościć, warczeć, frustrować. Ale kiedy stawiam się do pionu, przestawiam na program „calm down”, kiedy zaczynam żyć uważnie, otwieram się na to, co przynosi mi życie, z pełnym zaufaniem, że wszystko przychodzi we właściwym momencie, bo Tamten na Górze nigdy nie mruga, więc nie przeoczy niczego, co się dzieje i dziać powinno, wówczas czuję się wolna. Wolna i szczęśliwa. Jakie to niezwykłe, bo w „Bogu, który jest kobietą o jednej piersi” używam tych dwóch słów do opisania tego wszystkiego, za czym tak bardzo tęskniłam przez ostatnie trzy lata. Być może przez całe życie. Być może to oznacza, że wreszcie dorastam. Przynajmniej częściowo, bo przeróżne sytuacje pokazują mi nieustannie jak bardzo tej dojrzałości mi brakuje, jak ten deficyt powoduje, że zaczynam się miotać, gubić, jestem na bardzo cienkiej granicy, która tak łatwo przekroczyć, a za którą jest to wszystko czego nie cenie, czego nigdy nie zaakceptuję. Jedak to, że zawsze zostaję po tej właściwej stronie, mimo że czasem tak niewiele brak, chyba daje nadzieję, że kiedyś może będę mądrym człowiekiem. Na razie czuję się szczęśliwa i wolna. I wiem, że jestem po właściwej stronie.
Festiwal Szekspirowski. Kilka dni, które znów tyle mi dały, tyle zmieniły, tak bardzo zainspirowały, zachwyciły. Cudowni Ludzie, którzy pokazali mi jak piękny jest Teatr. Jak bliski. Jak uniwersalny. Divadlo Kontra. Przepiękni Ludzie, niezwykli Artyści. Jeden z tych momentów, kiedy Teatr staje się tak silnym nośnikiem emocji, że aż boli. Kiedy widzę jaką niezwykłą wartością jest właściwie użyty warsztat zawodowy i jak to wszystko, w połączeniu z Ludźmi, którzy szukają Jakości, chcą mówić o sprawach Ważnych, mówią o tym w tak niebywale intensywny sposób, staje się wszystkim tym czgo zqwsze szukam w Teatrze, co powoduje, że jest mi tak potrzebny. Bo wówczas, w konfrontacji z nim czuję, że żyję, że oddycham, że dotyka mnie coś co jest wokół. Mam takie przepiękne poczucie, że żyję naprawdę, że nie ma w tym moim życiu tych kompromisów, które powoduję, że żyje się nie żyjąc i umiera każdego dnia. Potrzebuje takiego życia, takiego teatru i jestem tak ogromnie wdzięczna, za to, że czasem mogę to wszystko poczuć.
Oprócz tego tak niezwykłą rzeczą są Spotkania. Spotkania z Ludźmi, którzy wnoszą tak wiele piękna w moje życie. I ci wspaniali, którzy są w nim od tak dawna. Znów, oczywiście;) nie udało mi się prawie z nikim zobaczyć, ale staram się kontynuować naukę spokoju. Nauczyć się, że czas nie jest z gumy i czasem nie ma możliwości spędzenia choćby chwili dodatkowo z Przyjaciółmi. Mam nadzieję, że ich kredyt cierpliwości tę naukę również obejmie:):):)




czwartek, 18 września 2014

szał życia i basta/pasta

ostatnie dwa miesiące były cudowne. rozwojowe, pełne mojego wymarzonego teatru, nowych doświadczeń, wrażeń, Ludzi, marzeń i szczęścia. morza i Przyjaciół. wszystkiego tego za czym tak bardzo tęskniłam przez ostatnie trzy lata. Tak, bo 1.09.2014 roku minęły trzy lata mojego leczenia. Na zakończenie tej 3. dostałam przepiękny PREZENT, wymarzonego od trzech lat Feniksa wytatuowanego przez najwspanialszego Mistrza tatuażu i cudownego Człowieka (Kuba - DZIĘKUJĘ!!!). Oprócz tego marzenia pracowałam z fantastycznymi Ludźmi, mierzyłam się z Lady Makbet i Burzą Shakespear'a, pracowałam z wspaniałymi Ludźmi, śpiewałam, graliśmy "Boga", widziałam spektakle, które przypomniały mi czym jest mega dobry Teatr. Pierwszy raz od dawna czułam, że żyję. Oprócz tego przesadziłam z tempem, zmęczenie mnie totalnie zdezorganizowało, organizm się zbuntował nieco, ale i tak jestem z niego dumna. W konsekwencji przeliczyłam się z możliwościami i nie udało mi się spotkać z tak wieloma bliskimi Ludźmi, choć spotkania, które były są nie do przecenienia:):):):):)nauczyłam się, że warto odpuścić sobie ciągłe poczucie winy i zobowiązania w części relacji. to cenna lekcja. w części chcę się dużo bardziej starać, bo ciągle mnie mało, a chcę być bardziej i pełniej,część przyjaźni doceniłam jeszcze bardziej. piękny czas, dzięki Kasi i Dominikowi jeszcze piękniejszy:*:*:*:*:*:*:* bo przez cały ten czas miałam prawdziwy dom:):) a przez większość czasu mieliśmy, bo z Mężem i psą:):):)



teraz trzeci wrzesień. bo wrześnie są najtrudniejsze. bo wszyscy coś zaczynają. a ja znów nie wiem co będzie. Chociaż ten jest dużo lepszy, piękniejszy i pewniejszy niż poprzednie. Bo zaczynam kolejny rok mojej pedagogiki tańca, spektakle na Off'ie Festiwalu Szekspirowskiego, mam nadzieję, że w końcu kolejne działania w ramach Projektu rako-Twórczego. Ale mimo wszystko, tak bardzo chciałabym żeby coś się wydarzyło, coś co wszystko pchnie do przodu, że będę miała plany i cele, które będę mogła metodycznie realizować i nie koniecznie sama, bo jestem już tak bardzo zmęczona organizowaniem tego wszystkiego, BEZCZELNIE PROSZĘ O CUD:):):):):)

poniedziałek, 28 lipca 2014

uffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff:):):):):):):)

jestem zmęczona, ale w tak przecudowny sposób, o którym marzyłam od trzech lat:):):):):) próby - próby - próby i mega radocha:):):) szukam, myślę, uświadamiam sobie jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem:):) Lady M. ufffffffffffffffffffffff....:):):) głowa mi paruje, ale czuję, że się rozwijam, powolutku, ale do przodu. Oczywiście już bym chciała, żeby było idealnie, a wiem, że daleko do tego, ale widzę różnicę w mojej pracy teraz i przed chorobą i to chyba jest najważniejsze. Nie boję się proponować, bawić się, staram się nie oceniać, daję sobie prawo do błędu. Wiem, że popełniam ich dużo, ale staram się też pamiętać, że do wszystkiego trzeba dojść, wszystko ma swoją drogę i czas powstania. Pracuję ze świetnymi, kreatywnymi, otwartymi ludźmi. Stykam się z nowymi płaszczyznami teatru. Uczę się i to jest najważniejsze. I Ewelina, która swoją Lady Makbet i Julią dałam i mega lekcję teatru pięknego i tak cudownie precyzyjnego. I kostiumy, które są jak poezja. Oprócz tego Nieformalny Przegląd Piosenki Aktorskiej:):):)  ta-dam-ta-dam;););) Wyzwanie wyzwanie wyzwanie:):):):) A dziś Kasia Dominic i MÓJ UKOCHANY MĄŻ i Shiva będą już ze mną:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
i tak summa summarum padam na pysk, ale jestem szczęśliwa:) trzy, dwa, jeden do pracy znów:):):):)